Teresa Stachowiak

Teresa Stachowiak

Urodzona 8 lisopada 1941 roku we wsi Kolonia Chrzanów koło Janowa Lubelskiego, gdzie w czasie wojny jej rodzice ukrywali żydowską rodzinę. W roku 1963 razem z rodzicami przeprowadziła się do gospodarstwa we wsi Ośno koło Aleksandrowa Kujawskiego. Rok później wyszła za mąż i zamieszkała z mężem w Aleksandrowie Kujawskim gdzie mieszka do dzisiaj. Do roku 1996 pracowała w Aleksandrowie, w Kujawskich Zakładach Poligraficznych „Polfa”. Obecnie jest na emeryturze. Pomaga synowej i synowi w wychowaniu wnuka Pawełka.

Opowieść Teresy Stachowiak

Teresa Stachowiak – świadek prześladowania Żydów w latach 1942-1944.

Okna zasłonięte matami

Podczas II wojny światowej moi nieżyjący już rodzice – Katarzyna i Jan Robakowie – ukrywali rodzinę żydowską: matkę Sławę Chamita z dwójką dzieci Szyfrą i Chaimem oraz ich kuzynem Abrahamem, kilka lat starszym od najmłodszego Chaimka. Ukrywaliśmy ich od października 1942 r. do kwietnia 1944 r. w naszym gospodarstwie w Kolonii Chrzanów koło Janowa Lubelskiego. Kryjówka urządzona była w drewnianym budynku gospodarskim. Pod klepiskiem wykopany został dół – ziemianka, do której wejście przykrywano deskami i słomą. Na słomie znajdowało się legowisko krowy. Okna zasłonięto słomianymi matami. Zimą, w czasie największych mrozów, ukrywane osoby nocowały w mieszkaniu. Podczas nalotów wszyscy uciekaliśmy do lasu. Przez cały ten okres rodzice żywili ukrywającą się rodzinę i zapewniali im opiekę.

Chwile grozy

Ze względu na grożące nam wszystkim niebezpieczeństwo obecność Chamitów w naszym gospodarstwie utrzymana była w całkowitej tajemnicy. Wtajemniczona była mieszkająca z nami babcia (matka mojej matki) Józefa Szwałek. Z obawy przed Niemcami o sprawie nie wiedzieli nawet najbliżsi sąsiedzi. Rodzice jeszcze długo po wojnie wspominali chwile grozy, jakie przeżyli, gdy odwiedzili ich współpracujący z Niemcami Polacy z Chrzanowa. Zwrócili się do mego ojca słowami: „Jasiu, wiemy, że u ciebie ukrywa się Cherszkowa”. Ojciec zarzekał się na wszystkie świętości, że nikogo nie ukrywa. Gdy nie dawali mu spokoju powiedział, że jeśli chcą to mogą sami przeszukać stodołę, ale życzy sobie, aby później słoma była z powrotem ułożona tak jak jest. Widząc jego pewność siebie „szmalcownicy” odeszli. Ci ludzie, za przestępstwa popełnione w czasie okupacji, zostali po wojnie skazani wyrokami sądu w Kraśniku, na karę długoletniego więzienia, a na jednym z nich wykonano wyrok śmierci.

Ojciec przed wojną dobrze znał Chamitów. Ich rodzina sąsiadowała z jego rodziną w Chrzanowie. Po ślubie moi rodzice wyprowadzili się do swojego gospodarstwa położonego nieco na uboczu i oddalonego od Chrzanowa o 2,5 kilometra. Sława Chamita przyprowadziła tam dwójkę dzieci oraz kuzyna i zwróciła się do mego ojca z prośbą o udzielenie im schronienia. Jej najstarszego syna już aresztowali Niemcy (prawdopodobnie zginął on później w obozie). Pomoc udzielona przez moich rodziców była bezinteresowna.

Wdzięczność za ocalenie

Po wyzwoleniu Sława wraz z dziećmi zamieszkała w Kraśniku, gdzie wyszła za mąż. Później wyjechała do Tel Avivu. Tam Szyfra wyszła za mąż po czym przeniosła się do USA. Sława wkrótce dołączyła do córki. Aż do swojej śmierci utrzymywała kontakt z naszymi rodzicami, przysyłając nam czasem paczki z żywnością i ubraniami jako dowód wdzięczności za ocalenie. Została, zgodnie ze swym życzeniem, pochowana w Tel Avivie. Po jej śmierci kontakt został podtrzymany ze strony jej córki – Szyfry, która już nie żyje oraz męża Szyfry – Nathana i ich czworga dzieci. Kontakt z nimi utrzymujemy do dnia dzisiejszego.

Rodzina Robaków po zakonczeniu wojny. Od lewej strony stoi córka Maria, babcia Józefa Szwalek, matka Katarzyna Robak, trzymajaca na kolanach mlodsza córke Józefe i ojciec Jan Robak. Przed nim autorka swiadectwa Teresa Stachowiak.