| A A A |
<
 
>  

Kazimiera Kamińska

Rocznik 1920

Kazimiera Kamińska za działalność w WiN-ie (Wolność i Niezawisłość) została aresztowana przez Urząd Bezpieczeństwa w 1945 roku. Gdy po ośmiu miesiącach okrutnych przesłuchań była bliska śmierci, została zwolniona.

Po zakończeniu II wojny światowej jako repatrianci zamieszkaliśmy z rodzicami w Lublinie. W sierpniu 1945 roku wstąpiłam do podziemnej organizacji WiN. Zostałam przeszkolona i skierowana na teren ziem zachodnich, w okolice Brzegu nad Odrą, jako łączniczka między Opolem a Krakowem. Niestety ktoś mnie wydał i 5 grudnia zostałam aresztowana. W nocy o godzinie dwunastej przyjechało czterech wojskowych w mundurach, z karabinami i zawieźli mnie do Urzędu Bezpieczeństwa w Brzegu. Tam wrzucili mnie do ciemnej piwnicy między szczury. Siedziałam w niej do świtu. Rano dali mi kawałek chleba i trochę czarnej kawy, a już o godzinie ósmej zabrali na przesłuchanie. Ciągnęło się godzinami. Z początku nie było strasznych tortur, ale po tygodniu zaczęła się kaźń. Najpierw bili mnie pięściami, wbijali igły za paznokcie, wkładali między drzwi kolejne palce u ręki łamiąc kości – tego bólu nikt nie wytrzymywał, prawie wszyscy tracili przytomność. Ofiarę cucono wylewając na nią wiadro zimnej wody, po czym oprawcy zaczynali swój „popis” od nowa. Zaznaczam, że przy takiej „scenie” brało udział kilku zbrodniarzy – morderców, którzy popisywali się swoimi „umiejętnościami”. Przy użyciu takich metod przesłuchiwano mnie do 12 stycznia 1946 roku.

W nocy 13 stycznia wojskowi przewieźli mnie do więzienia śledczego w Brzegu i tam znowu zaczęła się gehenna. Wrzucili mnie do celi, w której siedziałam sama. Później przesłuchiwali mnie w dzień i w nocy, a przy tym przypalali papierosami czoło, kopali ciężkimi buciorami, wybili zęby, sadzali na wąskim taborecie i świecili lampą w oczy. Wiem, że w podobny sposób przesłuchiwali innych więźniów. Jeśli ktoś zemdlał, polewali go zimną wodą i ocuconego bili od nowa. Niejednokrotnie strażniczki wlokły więźnia po ziemi do celi i kopały. Słychać było tylko jeden jęk, płacz podobny do ryku. Więźniów zamykano również w karcerze, gdzie całą noc stali nago w wodzie. Pewnego ranka, o godzinie piątej widziałam, jak dwóch więźniów i dwie więźniarki rozstrzelano pod murem więzienia. Oprawcy krzyczeli, że rozstrzelali ich, bo chcieli uciec.

Pod koniec sierpnia byłam tak zmaltretowana, że nie mogłam już stanąć na własnych nogach. Przy 175 centymetrach wzrostu ważyłam tylko 32 kilogramy. Lekarz więzienny oznajmił, że nie widzi szans na moje przeżycie. Dlatego 26 sierpnia 1946 roku zdecydowano mnie wypuścić. Przyjechał mój ojciec, a oni powiedzieli mu: „Zabieraj to ścierwo”. Tata wyniósł mnie na rękach.

Dzisiaj jestem na rencie rodzinnej, bo po wyjściu z więzienia byłam niezdolna do pracy. Przebywam pod stałą opieką lekarską. Często brakuje mi pieniędzy na lekarstwa, ale cieszę się, że doczekałam dzisiejszych czasów.

 

Wrocław, 7 września 2006 roku

odzieĹź reklamowa, Sitodruk Warszawa
design: studiobakalie.pl