| A A A |
<
 
>  

Hipolit Wysocki

Rocznik 1919

Ucieczka z Wołynia przed prześladowaniami ukraińskimi.

Uciekaliśmy nocą

W momencie wybuchu wojny miałem 20 lat. Moja rodzina posiadała gospodarstwo. Gdy Rosjanie odeszli przyszli po nich Niemcy, zaczęła się zawierucha. Ukraińcy napadli na wioskę Parośla i zamordowali 150 osób, spalili kilka domów. Po tym wydarzeniu wszyscy ludzie bali się i my również. W nocy spaliśmy w lesie, a w dzień wracaliśmy do naszych gospodarstw, bo musieliśmy pracować w polu. Przystąpiłem do bojówek, ponieważ przed wojną należałem do drużyny strzeleckiej. Później Ukraińcy zrobili zmasowany napad na wioski, Polacy uciekali wozami lub piechotą. Zostawiali cały swój dobytek. UPA paliła wszystko, był straszny dym, nic nie było widać, uciekaliśmy nocą. Następnie pojechaliśmy do Rafałówki na stacje. Niemcy podstawili pociągi i przyjechaliśmy do Sarn, było tam tysiące Polaków. Spaliśmy w szkole. Następnego dnia niektóre osoby Niemcy brali na roboty. Moja przyszła żona Janina pojechała ze swoja rodziną do Niemiec. Takich młodych mężczyzn jak ja Niemcy również brali do pracy. Nawiązałem kontakt z partyzantką AK i miałem z nimi stała łączność. AK zorganizowało ucieczkę, zapewnili nam osłonę. Przyszło po nas około 27 uzbrojonych partyzantów. Jeden z nich uprzedził nas wcześniej, że musimy uciekać bo będzie gorsza sprawa. Wieczorem wyprowadziłem około 33 chłopaków. Uciekaliśmy przez wysadzony most. Chwilę potem Niemcy już nas szukali, pancerny pociąg ostrzeliwał las. Dotarliśmy do woski Octy. Polaków już tam nie było. Schroniliśmy się w jednym z domów, wszystko mieliśmy mokre. W następnych dniach zrobiliśmy jeszcze napad na Niemców, ponieważ chcieliśmy zdobyć broń. Ale Niemcy nas pogonili. Następnie poszliśmy w kierunki Polesia gdzie działał oddział 27 dywizji AK pod dowództwem Kochanowskiego - pseudonim „Bomba”. Spędziłem tam kilka tygodni. Partyzantka AK w tamtych terenach liczyła wtedy około 700 osób. Wysłali nas abyśmy poszli do Klisowa, by ochraniać Polaków przed Ukraińcami. Połączyliśmy się z miejscową partyzantką. Przebywaliśmy tydzień u księdza. Mogliśmy się tam wykąpać, wyspowiadać, zjeść. Ruszyliśmy w lubelskie, następnie do Siedlec koło Warszawy. Tam włączyli nas do wojska. Jako partyzanci mieliśmy wybór do jakiej formacji chcemy przystąpić. Wybrałem artylerię. Skończyłem 3-4 miesięczny kurs podoficerski i zostałem skierowany na front. Byłem pod Wrocławiem w Bykowie i na Psim Polu. Dalej w Budziszynie, Niemcy się cofnęli. Stamtąd poszliśmy na bandy UPA koło Rzeszowa, Baligrodu, Leska gdzie byłem pół roku. W Sanoku 1946 roku zostałem zwolniony do cywila. Przyjechałem na wieś koło Sycowa, ożeniłem się, zająłem gospodarkę, na wschodzie swoją zostawiłem. Władzę komunistyczne proponowały mi objęcie stanowiska burmistrza miasta, ale odmówiłem. Chciano mnie przyjąć do milicji, ale też odmówiłem. Miałem już dosyć i chciałem spokojnie żyć. Wyuczyłem się na malarza i w tym zawodzie poszedłem na emeryturę, teraz mieszkam w Sycowie.

odzieĹź reklamowa, Sitodruk Warszawa
design: studiobakalie.pl