| A A A |
<
 
>  

Józef Bondyra

Rocznik 1947

Opozycjoniści prześladowani przez SB
Strajk w Zamościu

Urodziłem się w Przewalu, gdzie mieszkam z rodziną do dzisiaj. W roku 1980 założyłem trzy koła NSZZ Rolników Indywidualnych Solidarność w gminie Tyszowce. Zostałem przewodniczącym Komitetu Gminy. W moim domu odbywały się zjazdy i spotkania, tutaj też, za pomocą niezawodnego wałka od pralki, drukowaliśmy biuletyn, plakaty, ulotki . Zanim zostałem członkiem Krajowego Związku Solidarności w 1981 roku, działałem w Solidarności w Zamościu. W 1981 roku, podczas strajku w Zamościu, byłem internowany. Więziono mnie w sumie kilka miesięcy w więzieniach w Krasnymstawie, Lublinie i Włodawie.

 30 grudnia 1981 strajkowaliśmy w Zamościu. Wśród nas musiał być zdrajca, bo o 5 nad ranem przez dach weszli zomowcy. Zostałem aresztowany. Zawieźli nas do lasu pod Tomaszowem Lubelskim, gdzie podzielono nas na dwie grupy: jednych skierowano na prawo, drugich na lewo. Selekcja jak przed rozstrzelaniem. To był jeden ze sposobów straszenia. Później zostaliśmy zabrani do zakładu karnego w Krasnymstawie. Nocą wieźli nas w stronę wschodniej granicy. Sugerowali, że wywiozą na Sybir. Podróż zakończyła się w więzieniu we Włodawie. W międzyczasie byłem przesłuchiwany. Nie zezwalano na spotkania z rodziną. Zostałem uwolniony w maju 1982 roku.

Teresa Bondyra
rocznik 1948
Pożar

W połowie listopada było już szaro na dworze. Dlatego wracając po południu z dziećmi z wywiadówki nie zauważyłam dymu unoszącego się nad budynkami gospodarczymi. Kiedy wreszcie go zauważyłam, cała stodoła z maszynami rolniczymi i zbożem już się paliła. Myślę, że ogień został podłożony od środka. 18 listopada 1984 roku mąż był na zjeździe Solidarności w Warszawie. Zostałam sama z dziećmi i ojcem, którego przywieziono ze szpitala po przebytym zawale. To był duży pożar. SB - ecy otoczyli gospodarstwo i nikomu nie pozwalali nas ratować. Mówili do naszych sąsiadów:
- Proszę stąd jechać, proszę się nie zatrzymywać!
Albo straszyli ich, że będą pozbawiali pracy. Ludzie bali się pomagać. Próbowałam gasić ogień sama. Był to jednak daremny trud. Straż pożarna przyjechała po pożarze. Śledztwo w tej sprawie umorzono w uzasadnieniu pisząc, że …nie można ustalić w sposób jednoznaczny, co było przyczyną pożaru”.

Po męża przyjeżdżali zawsze przed świętami patriotycznymi i kościelnymi. Służba Bezpieczeństwa i milicja najpierw okrążała dom, później robiła rewizję. Przeważnie zabierali męża na 48 godzin. Rano, 29 kwietnia 1983 roku przyjechało SB. Mąż miał właśnie wrócić do domu. Wysłałam kogoś, żeby go zatrzymał w drodze, a sama pozamykałam wszystkie wejścia. Ponieważ SB-ecy nie mogli dostać się drzwiami, zaczęli włamywać się oknem do piwnicy. Wzięłam do ręki palmę, wodę święconą i wyszłam na balkon żeby ich pokropić. Wołałam przy tym:
- Panie odpuść im winy, bo nie wiedzą co czynią !
Dzięki temu mogłam wzbogacić swoją kolekcję o jeszcze jedno oskarżenie, które przysłano mi pod koniec maja: „Dnia 29 kwietnia 1983 w Przewalu, województwo zamojskie, znieważyła pełniących obowiązki służbowe funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa (…) używając w stosunku do nich słów powszechnie uznanych za obelżywe (…) Sprawa podlega rozpoznaniu przez Sąd Rejonowy w Tomaszowie Lubelskim”.

Innym razem przyjechali zastając mnie podczas pracy w gospodarstwie. Nie chciałam im oddać męża – obrzuciłam zomowca gnojem, a później rzuciłam się na niego z widłami, ganiając go po podwórku. Dostałam 2 lata w zawieszeniu. 

odzieĹź reklamowa, Sitodruk Warszawa
design: studiobakalie.pl